Muzeum w Markach - wywiad z członkami MSHE - Mazowieckie Stowarzyszenie Historyczne Exploratorzy.pl

Muzeum w Markach – wywiad z członkami MSHE

Być może już niedługo ulica Zieleniecka w Markach będzie znana niemal w całej Polsce. A to za sprawą Pana Krzysztofa Gendka, który wraz z synem Pawłem, założył pierwsze w naszym mieście Muzeum Techniki Wojskowej i Cywilnej. Już wkrótce każdy z nas będzie mógł obejrzeć zgromadzone tam eksponaty.

Paweł, kiedy wpadliście na pomysł otwarcia muzeum?

Sama idea powstała nie tak dawno. Myślę, że jakieś 2 lata temu, ale złożyło się na to wiele czynników.

Możesz nam o tym opowiedzieć?

Kiedy byłem małym chłopcem tata bardzo często zabierał mnie na spacery. Przemierzaliśmy lasy i łąki mareckiej Strugi. Tam tata opowiadał mi pasjonujące historie z walk I i II wojny światowej. Przekazywał mi także informacje, które usłyszał od starszych ludzi o działaniach wojennych w konkretnych miejscach na terenie Marek. Tymi opowieściami rozbudził we mnie zamiłowanie do historii. Później kiedy miałem 10 lat to zamiłowanie przerodziło się w pasję do poszukiwań tego, co kryje po tamtych czasach ziemia. Dostałem pierwszy wykrywacz do metali i tak też zaczęła się moja przygoda eksplorera. Wraz z tatą coraz częściej wypuszczaliśmy się w teren i coraz częściej przynosiliśmy do domu „wojenne trofea”.

Pamiętasz swoje pierwsze znalezisko?

Pewnie. Był to orzełek z czapki żołnierskiej z 1920 roku. Znalazłem go w okolicy górki Św. Antoniego w Strudze. Jednak muszę powiedzieć, że każde znalezisko jest jednakowo cenne. Nie ma bardziej lub mniej wartościowego. Z każdym wykopaliskiem bowiem wiąże się inna historia. I to ona przedstawia największą wartość.

Co najczęściej wykopywaliście?

Zazwyczaj to drobne przedmioty: łuski, skorupy pocisków, hełmy wojskowe, guziki, monety. Udawało się nam czasem znajdować jakieś pojedyncze sztuki broni białej – czyli bagnety. Poza tym mamy sporo ciekawych militariów z targu staroci na Kole. Tam tez czasami udało się trafić na ciekawe znalezisko.

Gdzie trzymaliście wszystkie przedmioty?

Na początku każdy nowy przedmiot czyściliśmy i stawialiśmy w domu. W zasadzie eksponaty były w każdym kącie. Mama nie była z tego zadowolona. Zawsze mówiła, że robimy z domu „graciarnię”. Te większe, np. gąsienicę od czołgu czy koło napędowe magazynowaliśmy na podwórku. Ale tu także zaczęło robić się ciasno. Postanowiliśmy zatem uporządkować zbiory i zgromadzić je w jednym miejscu.

I tu pewnie zrodziła się idea stworzenia muzeum?

Tak. W tym czasie odwiedziliśmy Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej w Kobyłce. Właściciel Pan Paweł Zaniewski w zasadzie zainspirował nas do dalszego działania. Złożyliśmy odpowiednie dokumenty w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Po kilku miesiącach oczekiwań dostaliśmy zgodę na tworzenie muzeum, które obecnie jest w tzw. organizacji. Oficjalnie nasze zbiory będziemy mogli udostępnić po spełnieniu wszystkich formalności. Myślę, że będzie to w pierwszym kwartale tego roku. To, co robimy jest dla potomnych i dla naszej wspólnej historii.

Paweł, co robisz kiedy nie oddajesz się swojej pasji kolekcjonera i poszukiwacza?

Mam 18 lat i chodzę do liceum w Zespole Szkół nr 1 w Markach. Po prostu do Oksfordu. Mam kumpli, z którymi często się spotykam. Czasami pogram na komputerze, ale większość wolnego czasu spędzam na czytaniu i poszukiwaniu fachowej literatury. Działam również w Mazowieckim Stowarzyszeniu Historycznym „Exploratorzy.pl”, które m.in. zajmuje się krzewieniem historii poprzez wystawy, prelekcje, dbanie o mało znane miejsca pamięci narodowej.

Czy to prawda, że brałeś udział w poszukiwaniu zestrzelonego na początku września 1939 roku samolotu typu Łoś w okolicach Wólki Radzymińskiej?

Tak. Natomiast wszystko zaczęło się od książki Panów Marka Rogusza i Mariana R. Sawickiego pt.: „Zielonka. Zapomniane lotnisko września 1939”. W niej to opisano zestrzelenie przez niemieckie myśliwce trzech maszyn, z których jedna spadła w okolicach Radzymina. Sprawą zainteresował się Pan Adam Sikorski znany dziennikarz z programu telewizyjnego „Było… nie minęło” (członek honorowy MSHE – dop. Red. Exploratorzy.pl). Zostałem zaproszony do współpracy przy wydobywaniu szczątków tego samolotu. Szczegóły mogliśmy zobaczyć w reportażu z tego wydarzenia. Przypomnę tylko, że oprócz licznych elementów blaszanych zestrzelonego Łosia wydobyto również część silnika, kable elektryczne i przednią goleń samolotu.

Paweł, rozpoczął się nowy 2012 rok. Czy masz jakieś życzenia na ten czas?

Pewnie. Chciałbym, by było więcej tolerancji dla ruchu detektorystycznego. Chciałbym by archeolodzy, którzy coraz częściej uzurpują sobie prawo do poszukiwań zrozumieli, że eksplorerzy przede wszystkim im pomagają. Nigdy nie szkodzą. No i przydałoby się trochę więcej czasu i spokoju.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Paciorek

źródło: Kurier Marecki
http://kuriermarecki.wordpress.com/2012/02/15/muzeum-w-markach-cala-rozmowa-z-krzysztofem-i-pawlem-gendkiem/

Dodaj komentarz

Post Navigation