MSHE na obchodach rocznicy Bitwy pod Kobyłką - Mazowieckie Stowarzyszenie Historyczne Exploratorzy.pl

MSHE na obchodach rocznicy Bitwy pod Kobyłką

Tradycyjne przyjemności w postaci igrzysk i chleba są obecnie zastępowane inscenizacjami wydarzeń historycznych, którym prawie zawsze towarzyszy grochówka serwowana przez harcerzy, strażaków lub inną ofiarną grupę. Takie imprezy gromadzą na ogół spore rzesze entuzjastów historii lub kulinariów, dlatego warto się pod nie podłączać, chcąc dotrzeć do szerszego grona. I tak oto pojawiliśmy się 24 października na obchodach rocznicy Bitwy pod Kobyłką, której elementami były (zgodnie z ramówką podaną przez odnośny Urząd Miasta):

PARADA I POKAZY GRUP REKONSTRUKCYJNYCH

PLENEROWA KUŹNIA

KONKURSY: OGRÓDEK DLA POSZUKIWACZY, KONKURS W RZUCIE DO PUSZEK

WYSTAWA MUZEUM ORĘŻA I TECHNIKI UŻYTKOWEJ

KARYKATURY SERGIUSZA KASZKOWSKIEGO W STYLISTYCE Z EPOKI

GROCHÓWKA HARCERSKA

Jak wiadomo, byliśmy organizatorami punktów 3 oraz 4. Konkursy były adresowane oczywiście do dzieci, które dopisały w liczbie przekraczającej nasze przewidywania. Za udział w obu konkursach nagrodą były T-shirty, dyplomy, oraz monety upamiętniające Bitwę Warszawską, ufundowane przez Urząd Miasta Kobyłka. Pieczę nad ogródkiem, gdzie pierwsze doświadczenia zdobywali przyszli poszukiwacze skarbów, sprawowali doświadczeni eksploratorzy, czyli Piotrek i Paweł, a także Rafał, który dojechał, nie bacząc na swoje imieniny i ewentualnych gości, czekających być może pod domem. Niestety nie było możliwości choćby płytkiego zakopania grosików, będących przedmiotem poszukiwań, zostały po prostu ukryte w trawie, toteż niektóre bystrookie dzieciaki polegały bardziej na swoim wzroku, nie wykorzystując w pełni udostępnionego im sprzętu technicznego. Emocji jednak nie brakowało żadnemu z nich. Znaleziska okazywały się na tyle bogate, że rozrzucone w trawie monety trzeba było co jakiś czas uzupełniać, czym zajęły się honorowo dzieci samych organizatorów.

Konkurs w rzutach piłeczkami do piramidki z puszek okazał się wciągający do tego stopnia, że niektórzy uczestnicy nie chcieli pogodzić się z uzyskanym wynikiem i domagali się dodatkowych rzutów. O słuszności indywidualnych żądań rozstrzygał Robert, także wspierany przez latorośl jednego z organizatorów. I całe szczęście, bo kondycyjnie było to dla niego pamiętne przeżycie, zwłaszcza, że zgłosił się do prowadzenia tej konkurencji z nadzieją na jej spokojny i ustabilizowany przebieg.

W namiocie obok ogródka poszukiwaczy prezentowane były przedmioty z epoki, dostarczone przez Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej oraz Prywatnych Kolekcjonerów – członków i sympatyków MSH.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy – dotrwaliśmy do końca cali i zdrowi i to najważniejsze!

Autor: Iwona Zaniewska

Galeria zdjęć:

Dodaj komentarz

Post Navigation