Archeologia pól bitewnych na Olszynce Grochowskiej - Mazowieckie Stowarzyszenie Historyczne Exploratorzy.pl

Archeologia pól bitewnych na Olszynce Grochowskiej

Z Robertem Witem Wyrostkiewiczem, prezesem Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego „Exploratorzy.pl” rozmawia Łukasz Sobierajski z Archeolog.pl

– Wasze stowarzyszenie pod nadzorem archeologów przeprowadza badania na Olszynce Grochowskiej. Czego dotyczą te badania i czym spowodowana jest Wasza obecność w tym właśnie miejscu?

– Nasze stowarzyszenie zajmuje się przede wszystkim działaniami dotyczącymi edukacji historycznej. Jednoczą nas zamiłowania do różnych epok, ale tak się złożyło, że wielu z nas pasjonuje się akurat okresem Powstania Listopadowego. Myślę zwłaszcza o Sławku Zielińskim, historyku, który wiele lat poświęcił na przeczytanie dziesiątek książek źródłowych, żeby rozwiązać zagadkę mogił z bitwy o Olszynkę Grochowską. Skompilował tę wiedzę z informacjami o późniejszych pracach melioracyjnych na tym terenie, opisami działań wojennych w późniejszym czasie, gdzie przy opisie wybuchów z 1944 r. leje ziemi odkrywały kości, historią kapliczek, przekazami rodzinnymi, a nawet malarstwem z tamtego okresu, aby z dużym prawdopodobieństwem zlokalizować potencjalne mogiły na pobojowisku bitwy grochowskiej. To dało pierwszy impuls do zbliżenia się naszego stowarzyszenia do historii związanej z pobojowiskiem grochowskim. Członek honorowy MSHE, red. Adam Sikorski, przyjechał do nas i wyemitował w TVP w programie „Było… nie minęło” materiał z Olszynki, gdzie mówiliśmy o zapomnianej, zaśmieconej i zurbanizowanej już w dużej mierze ziemi, która prawdopodobnie zawiera tysiące szczątków poległych żołnierzy. Tysiące! Aby zbadać ten teren za pomocą georadaru rozpoczęliśmy dość długą, żmudną i pionierską w Warszawie procedurę uzyskania stosownego pozwolenia od Stołecznego Konserwatora Zabytków. W tym czasie zrodził się pomysł przeprowadzenia prac badawczych z zakresu archeologii pól bitewnych. Część z nas pracowała już nie raz z archeologami w kraju i zagranicą. Inni nie. Poprosiliśmy więc o fachową pomoc i nadzór nad projektem specjalistów z Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie. Tak w skrócie mogę odpowiedzieć na Pana pytanie o naszą obecność na Olszynce. Dodam tylko, że otrzymaliśmy już pozwolenie konserwatorskie na poszukiwania z użyciem wykrywaczy metalu i georadaru, które w formie decyzji z upoważnienia prezydenta Warszawy podpisał Stołeczny Konserwator Zabytków. Pracujemy na miejscu zgodnie z metodyką zaproponowaną nam przez specjalistę archeologa i pod nadzorem archeologów. Prace dopiero się rozpoczęły, ale zlokalizowane zostały już pierwsze zabytki ruchome, takie jak prawosławna ikona podróżna, kula armatnia, kule karabinowe, guziki żołnierskie, elementy galanterii mundurowej itd.

– Jakiego efektu spodziewacie się po tej pracy i Waszym zaangażowaniu w Olszynkę Grochowską?

– Większość naszej energii skierowana jest na działania związane z edukacją historyczną. Organizowaliśmy już z Ministerstwem Obrony Narodowej imprezę w Dębe Wielkie poświęconą Powstaniu Listopadowemu. Organizujemy wystawy historyczne eksponując tematykę z lat 1830-31. Osobiście pracuję nad książką historyczną, w której staram się skupić możliwie wszystkie istotne informacje na temat miejscowości Okuniew w czasie powstania i opisać nieopracowaną dotąd osobno bitwę pod Okuniewem z 18 lutego 1831 r. W wydanym niedawno wznowieniu „Przewodnika po polach bitew Powstania Listopadowego” ukazała się cenna publikacja Sławka Zielińskiego z MSHE, który zamieścił tam w formie aneksu do tego reprintu swój artykuł o mogiłach żołnierzy poległych w bitwie grochowskiej. Pracujemy też obecnie nad budową strony internetowej poświęconej bitwie o Olszynkę Grochowską. Tak więc gros naszych działań wybiega poza same poszukiwania, które również uważamy za bardzo ważne narzędzie do poznawania historii i karmienia przepięknej historycznej pasji, którą w ten sposób można doskonale w sobie pielęgnować. Zabytki odnalezione przez nas trafią do Muzeum Archeologicznego w Warszawie zgodnie ze wskazaniem Stołecznego Konserwatora Zabytków. Myślimy także o osobnej wystawie historycznej i prezentacji wyników poszukiwań. Oczywiście, gdyby np. badania uprawdopodobniły np. lokalizację mogił powstańczych, skorzystamy z pomocy patomorfologa a sprawę przekażemy odpowiednim instytucjom państwowym oferując swoją pomoc merytoryczną.

– Często mówi się, że pasjonaci używający wykrywaczy metalu wchodzą w drogę archeologom i działają poza prawem.

– Działamy z archeologami i zgodnie z literą prawa. Powiem więcej, działamy wypełniając intencję prawodawcy, który kierował się troską o zabytki i opieką nad zabytkami. Można by powiedzieć, że z niedoskonałego polskiego prawa „wyciskamy” to co najlepsze. W Polsce coraz więcej archeologów korzysta z pomocy poszukiwaczy, pasjonatów historii. Coraz częściej, chociaż jest to proces bardzo reglamentowany, poszukiwacze uzyskują zgody na poszukiwania (np. w tzw. olsztyńskim bastionie poszukiwawczym), co zaowocowało przekazaniem do muzeów niejednego skarbu. Wyraźnie widać, że mamy do czynienia z nowym otwarciem w tych relacjach, chociaż przed nami jeszcze długa droga do normalności. Jednak zdajemy sobie sprawę, że mamy minimalny wpływ na kształtowanie rzeczywistości legislacyjnej, a więc działamy w obszarach na które wpływ mamy.

– Dyskusja na temat użycia wykrywaczy metalu na stanowiskach archeologicznych cały czas wzbudza wiele emocji.

– Moje doświadczenie nie jest duże w tej materii. Z tego co wiem, poszukiwacze preferują okopy wojenne lub miejsca potyczek z XIX wieku niż kurhany, a inna ocena jest krzywdzącym stereotypem niektórych środowisk. Jedyne stanowiska archeologiczne, na których używałem wykrywacza metalu, to stanowiska w Wielkiej Brytanii, które stały się stanowiskami właśnie dzięki działaniom detektorystów. Dwa lata temu podczas wielkiego zlotu w Anglii, gdzie zjechało około tysiąca poszukiwaczy, mieliśmy do czynienia z bardzo rozległym terenem na którym archeolodzy typowali obecność dawnej osady z okresu wpływów rzymskich. Dzięki skanalizowaniu pasji tysiąca ludzi szybko okazało się, w którym miejscu intensywność znalezisk zabytków z okresu rzymskich wpływów była szczególnie intensywna. Były to znaleziska luźne, zalegające w humusie na polu ornym, gdzie co roku prace rolne przerzucały ziemię poprzez zastosowanie głębokiej orki. Nie było więc mowy o naruszaniu warstw kulturowych, za to lokalizacja osady umożliwiła archeologom rozpoczęcie dalszych prac odkrywkowych poniżej warstwy ornej. Podczas tych samych poszukiwań odnalazłem w innym miejscu broszę anglosaską. Po dokładnym opisie przedmiotu przez angielskich archeologów, którzy wzorowo współpracują tam z poszukiwaczami, zdecydowałem się wrócić na miejsce znaleziska. Byłem tam godzinę później i zastałem już policję i ekipę archeologiczną zabezpieczającą grób anglosaskiej księżniczki z piękną i dużą złotą broszą na piersiach. W drodze do odkrycia było już BBC i inne media. Byłem niemal dosłownie o krok od tego znaleziska, o którym było później głośno na całym świecie… Można to nazwać przygodą poszukiwacza skarbów, ale historia ta ma drugie dno, które jest poniekąd odpowiedzią na Pana pytanie. Gdyby nie współpraca archeologów z poszukiwaczami; skanalizowanie ich prac, nigdy nie doszłoby do tego odkrycia nad którym oczywiście dalej pracowali już wyłącznie archeolodzy z zachowaniem wszystkich zasad sztuki. Skarb po odkryciu nawet nie został wyjęty z ziemi przez poszukiwaczy, ponieważ państwo przyzwyczaiło już Anglików, że tego typu znaleziskiem zajmą się dalej fachowcy, archeolodzy, a znalazcę czeka nagroda a nie kara. Zresztą, zapraszam do Muzeum Brytyjskiego, większość ostatnich najpiękniejszych eksponatów pochodzi z pasji poszukiwaczy, najczęściej emerytów, ale także rodzin, które z dziećmi wychodzą z wykrywaczami na pola i spacerują, a dzięki doskonale funkcjonującemu w Anglii systemowi dobrowolnego zgłaszania znalezisk archeolodzy przyjmują tysiące informacji o różnych lokalizacjach, z których część wyłączają z możliwości eksplorowania przez poszukiwaczy, aby nie uległy zniszczeniu. To symbioza. W Polsce niezrzeszeni w stowarzyszenia poszukiwacze nie mają niestety praktycznie możliwości na uzyskanie pozwolenia na poszukiwania. I nie mówię tu o stanowiskach archeologicznych, ale o pobojowiskach, koszarach XIX-wiecznych, miejscach rozbitych samolotów z II wojny światowej itd. Prawdą jest, że coraz częściej poszukiwacze zapraszani są do prac na wykopaliskach prowadzonych przez archeologów. Wykrywacz idealnie nadaje się do przeszukiwania usuniętego humusu. Może służyć także do lokalizacji małych elementów metalowych i oznakowania ich. Forma wydobycia zlokalizowanych zabytków może spełniać wszystkie kryteria prac, które nie pozwolą na pozbawienie przedmiotu całej wiedzy wynikającej z warstw kulturowych, z tzw. kontekstu. Z detektorem jest jak z nożem. Można zrobić z niego dobry i zły użytek. Na świecie rozwija się archeologia lotnicza, eksperymentalna, podwodna, archeologia pól bitewnych, archeolodzy zajmują się nie tylko pradziejami i wczesnym średniowieczem, ale także historią późniejszą. I korzystają z wiedzy i chęci pasjonatów. W Polsce ten proces dopiero raczkuje.

– Ostatnio środowisko poszukiwaczy żyje sprawą Waszego kolegi, który oddał znaleziska do muzeum i… wytoczono mu sprawę. Jak na to zareagowałeś?

– Mogę powiedzieć o tym co czułem: smutek, zażenowanie, krzywdę. Nie znałem osobiście tego pasjonata. Brat mojej żony jako student archeologii poznał go na stanowisku celtyckim w Nowej Cerekwi, gdzie wraz z archeologami i tym pasjonatem zaproszonym przez archeologów pracowali na tym właśnie stanowisku archeologicznym. Wiem, że ten człowiek był szanowany zarówno przez poszukiwaczy jak i archeologów, z którymi przez lata współpracował. Pomagał im. Dzielił się swoją wiedzą. Przyjaźnił. Przekazywał do muzeów nie tylko eksponaty (które często odkupywał i ratował tym samym od zapomnienia lub czarnego rynku), ale przede wszystkim dostarczał archeologom wiedzę o pozyskanych zabytkach, o kontekście, tymczasem potraktowano go jak zwykłego przestępcę. Z tego co wiem odstąpiono od postawienia mu zarzutów. Nie wiem czy na skutek szumu medialnego, czy wsparcia jakie uzyskał od wielu archeologów, jednak jego przypadek pokazał po raz kolejny, że polskie prawo wymaga modyfikacji.

– Jesteś prezesem Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego „Exploratorzy.pl”. Czym dokładnie się zajmujecie?

– No właśnie. Rozumiem, że temat wykrywaczy metalu, poszukiwaczy skarbów jest bardziej medialny niż edukacja historyczna i dlatego zdominował naszą rozmowę, ale większość naszych działań wpisuje się w promocję wiedzy i pasji historycznej. Powstaliśmy dwa lata temu. Chcemy być elitarnym stowarzyszeniem stawiającym nie na ilość członków, ale ich jakość i zaangażowanie. Stąd wyśrubowana droga przyjęcia do MSHE, na którą składa się wiele obostrzeń, wymogów i roczna procedura kandydacka. Wśród nas są historycy czy pracownicy IPN, ale także przedstawiciele zawodów nie związanych bezpośrednio z historią jak np. prawnicy, informatycy, przedsiębiorcy, urzędnicy. Ja akurat jestem dziennikarzem. I byłbym zapomniał, skoro rozmawiam z portalem Archeolog.pl to wspomnę o członku MSHE Andrzeju Pilipiuku, znanym pisarzu, który z wykształcenia jest archeologiem. Ale wszystkich nas łączy jedno – pasja. Nasze inicjatywy są bardzo różne. Organizujemy wystawy historyczne, prowadzimy szkolenia w szkołach czy dla ZHP, porządkujemy cmentarze wojenne, współpracujemy z kilkoma muzeami, przygotowujemy publikacje, prowadzimy zajęcia z dziećmi, próbując zarazić maluchy historią zaklętą na strychach czy w głowie babci i dziadka, a także – jak w przypadku Olszynki Grochowskiej – prowadzimy badania poszukiwawcze. To różnorodność stanowi o naszym bogactwie. Jednak niezależnie od tego czy ktoś jest profesorem specjalizującym się w zabytkach (np. prof. Izabella Galicka, członek honorowy MSHE) czy przykładowo właścicielem sklepu z zabawkami dla dzieci – jeśli chciałby być z nami musi mieć w sobie pasję. Inaczej bylibyśmy kolejną martwą organizacją pozarządową. A jest inaczej. Korzystając z okazji zapraszam do lektury o naszej działalności i o nas na stronie internetowej www.exploratorzy.pl

– Dziękuję za rozmowę i życzę owocnej działalności.

źródło: archeolog.pl
http://www.archeolog.pl/pl1/teksty228/Archeologia_pol_bitewnych_na_Olszynce_Grochowskiej

Dodaj komentarz

Post Navigation